Zestaw wypoczynkowy

Autor: admin. Data: 17 mar 2010, 10:13.

Odpoczywać można w różny sposób. Odmładzająco na cały organizm działa także relaks w ruchu. Ale czy uda mi się aktywnie odprężyć w salonie kosmetycznym? Dzwonię, pytam, okazuje się, że to możliwe. Zapisuję się na masaż tajski. Skusił mnie opis: „joga dla leniwych”, poszczególne pozycje wykonuje się z pomocą terapeuty”. Ten rodzaj masażu do Europy dotarł z Tajlandii, ale pochodzi z ajurwedy. Łączy asany jogiczne z elementami akupresury. Ma ciało rozluźnić i dodać organizmowi energii. Ha, to musi być łatwe i przyjemne, pomyślałam. Początek zabiegu: przebieram się w przewiewne ubranie, które nie krępuje ruchów. Masażystka prosi, żebym się położyła, nie na miękkim łóżku, ale na podłodze, na macie do jogi. Zabieg rozpoczyna się od refleksologii stóp. Potem wykonuję według wskazówek terapeutki ćwiczenia rozciągające i rozluźniające. W ruchu jest całe ciało: nogi, ręce, przedramiona, barki, szyja. Ciągle zmieniam pozycję, przez kilka minut leżę na plecach, potem na brzuchu, na boku. Siadam, kucam, stoję. Staram się rozluźnić, ale niektóre pozycje okazują się skomplikowane, a nawet bolesne. Podczas gdy trudzę się nad kolejnymi asanami, masażystka uciska moje mięśnie dłońmi, przedramionami, łokciami, kolanami i stopami. Ma to pobudzić krążenie krwi i limfy. Z czasem poddaję się jej ruchom z większą ufnością. Ciało staje się mniej napięte, wreszcie wpadam w taneczny rytm – jeden ruch płynnie przechodzi w drugi jak w tai-chi. Taki masaż poprawia elastyczność stawów i zmniejsza napięcie mięśni. Może być świetnym uzupełnieniem treningów dla tancerzy czy sportowców. Dynamiczny, ani na chwilę nie pozwala wyłączyć się i przysnąć. Pełna sesja trwa od 1 do ponad 2 godzin. Mimo intensywnej pracy nie czuję zmęczenia. Przeciwnie, po zabiegu mam mnóstwo energii. Moja ocena? Masaż tajski to prawdziwa sztuka, dzięki kilku seansom sylwetka wydaje się smuklejsza, a ciało jest świetnie wygimnastykowane.
Pielęgnacja kojarzy mi się z obowiązkiem, i mniej z przyjemnością. Wizyta w gabinecie kosmetycznym to chwila wytchnienia. Ale zabiegi przeciwzmarszczkowe czy wyszczuplające nie zawsze pozwalają odpłynąć. A szkoda, bo zrelaksowane ciało regeneruje się skuteczniej i szybciej. Tylko czy takie odmładzanie przez odprężanie rzeczywiście działa?

Zamiast kremu seans w kołysce alfa. Albo joga dla leniwych. Czy relaks to skuteczny sposób na wygładzanie zmarszczek i zgrabniejszą sylwetkę?

AlphaLounger. Nigdy nie słyszałaś o czymś takim, ale może spotkałaś się z nazwą kołyska alfa lub leżanka dźwiękowa? To urządzenie, które emituje dźwięki powodujące, że w mózgu przeważają fale alfa – typowe dla głębokiego relaksu, np. tuż przed zaśnięciem, zaraz po przebudzeniu, podczas medytacji. Czyli w momentach, gdy organizm regeneruje się najlepiej. Kołyski alfa właśnie pojawiły się w polskich ośrodkach spa. Czy taki relaks daje widoczne rezultaty? Postanowiłam wybrać się na seans w kołysce. Już wygląd pomieszczenia, w którym stoi przypominająca gondolę leżanka, działa uspokajająco: ściany jarzą się błękitnym światłem, AlphaLounger otacza kokon z gęstego muślinu. Jestem lekko ubrana, a muszę położyć się na gładkiej powierzchni bez materaca, koca, poduszek. Kołyska jest twarda, ale okazuje bardzo się wygodna. Kosmetyczka włącza jeden z kilku programów. Po paru sekundach słyszę muzykę i urządzenie zaczyna wibrować. Spodziewałam się kojącego plumkania. Zamiast tego jest elektryczno elektroniczna melodia, jak z filmów s.f. Dowiaduję się potem, że choć spokojna, musi mieć moc utworów symfonicznych. Bo to natężenie dźwięków wprawia ciało w drgania. Jak? Włókno szklane, z którego wykonano kołyskę, świetnie przewodzi wibracje. Bujanie jest przyjemne, naturalne. Rytm kołyski dostosowuje się do mojego oddechu. Błękitne oświetlenie działa kojąco, likwiduje napięcia fizyczne i psychiczne. Dźwięki, wibracje, światło sprawiają, że już po paru minutach czuję się błogo. Podobnie jak podczas medytacji. Jestem przytomna, ale też jakby nieobecna, całkowicie odprężona. Gdy seans się kończy, wydaje mi się, że obudziłam się z drzemki, ale bez śladu rozespania, które zdarza mi się czasem po masażu w spa. Spoglądam w lustro, twarz wygląda na wypoczętą. Może nawet młodszą? Doceniam sztuczkę i marzę, żeby mieć takie urządzenie w domu. Albo w redakcji… Japończycy instalują je w biurach, bo naukowcy dowiedli, że po 30-minutowym relaksie w kołysce wzrasta kreatywność i łatwość przyswajania informacji. Trwałość efektów oceniam jako dobrą. Spokój i energię czułam jeszcze przez kilka dni.


Tagi: , ,
Kategorie: Elektryk, Masaż | Komentarze (0)